czwartek, 18 maja 2017

Na przekór wszystkim.


Wiosna, cudowny czas na realizowanie swoich marzeń. Pogoda nam sprzyja więc i humorki z dnia na dzień są coraz lepsze. Ale co robić, jeśli Twój plan na najbliższy czas to totalne szaleństwo?! siedzisz i myślisz, a opcje są tylko dwie: albo się uda i będziesz szczęśliwy do granic możliwości, albo będzie to totalna masakra i co więcej zmarnujesz sobie Tym życie. Wiem jedno, nie ma co się nad tym zastanawiać dłużej niż jeden dzień. Tyle powinno Ci wystarczyć do tego aby przeanalizować wszystkie -za - i - przeciw- ewentualnie, na ile możesz sobie pozwolić. Ale jeśli całym sercem czujesz, że chcesz to zrobić, to zrób to, Są marzenia od których będzie odwodził Cię cały świat. Zaraz się okaże, że nie masz wsparcia w rodzinie, nie masz do kogo zadzwonić i powiedzie "słuchaj potrzebuję teraz pomocy" bo jedyne co usłyszysz w słuchawce to pytanie czy się dobrze czujesz. Nagle nie masz nikogo, bo wszyscy uważają, że po prostu Cię poj*bało. Ale wiesz co? chrzanić ich. To nie ich życie, nie ich sprawa. Nie możesz obwiniać siebie, za to, że innym brakło odwagi, motywacji czy chęci, aby zmienić swoje życie, żeby robić to chcą, a nie to co muszą. Na każdy kolejny mój plan mama wywraca tylko oczami, ciągle słyszę, że tata zawału dostanie i na pewno wiem co robię. Ale ja jetem dzięki temu szczęśliwa, a czy jest życie bez radości???  Wiem czego chce i osiągnę to prędzej czy później. Mam plan, na ten rok bez konkretnych dat, po prostu robię to, co w sercu gra. Nie zawsze jest łatwo, bo to często maraton z przeszkodami na dystansie 100 km, ale nie martwię się tym, dopnę swego. Drobne sukcesy składają się w jedną wielką całość, w jeden wieli sukces. Na przekór wszystkim, właśnie na złość tym co nie wierzą, będę szczęśliwa!
Ty też możesz, możesz wszystko, bo nikt inny Twojego życia nie przeżyje za Ciebie.  


 







czwartek, 4 maja 2017

Mam więcej siły niż myślisz. (porażka często bywa doskonałą nauczką)

Trzeba mieć w sobie cholernie dużo siły, żeby się nie poddać, żeby zostać i walczyć dalej. Nieważne co robisz, jakby w życiu nie było, Ty masz nigdy się nie poddać w robieniu tego, co kochasz. I będę powtarzała Ci to jak mantrę, moje słowa jak karma będą do Ciebie wracały, ciągle i na każdym kroku, aż zrozumiesz, że w życiu trzeba dążyć do celu, i należy otaczać się jedynie ludźmi, którzy ciągną Cię w górę! Czasem, weryfikacja znajomych może być trudna, bolesna, czasem możesz się zawieść na osobie, która była dla Ciebie kimś naprawdę ważnym. Ale Ty potrzebujesz ludzi, którzy Ci kibicują, wspierają, podtrzymują w nadziei, że jeśli kochasz to co robisz, to rób to dalej i się nie przejmuj.  Niech nigdy nie złamie Cię głoś osoby, która jedyne co ma Ci do powiedzenia to krytyka. I tak, ja jestem z Tobą a Ty ze mną z własnej i nieprzymuszonej woli, mamy wybór, nie ja decyduję o tym kto to czyta, a co więcej, jak to czyta. To, że patrzysz nie zawsze oznacza, że widzisz to co trzeba, słuchasz? nie zawsze słyszysz to co powinieneś. Czasem człowiek w życiu potrzebuję chwilkę się zatrzymać, odwrócić i spojrzeć z dystansem na drogę jaką pokonał, jaka doprowadziła nas do miejsca w którym się znajdujemy obecnie, ocenić, czy to jest właśnie "to"miejsce? Bo jeśli odpowiedź Twoja brzmi-tak, to jestem z Ciebie cholernie dumna, co więcej jestem dumna z siebie, że sumując wszystko, też mogę sobie powiedzieć-tak, jestem zadowolona z tego co robię. Porażka często bywa doskonałą nauczka, ale tylko wtedy, jeśli wnioski wyciągniemy w odpowiednim momencie, czasem lepiej szybciej niż później. Nie da się dogodzić wszystkim, i niby każdy wie o tym, taka oczywistość, a jednak kiedy stykamy się z krytyką, tracimy swoją pewność, wiarę i odwagę. Czujemy się niepewnie, podejmujemy decyzję kierunkowane chwilowymi emocjami, nie zawsze dobrymi, takimi jakimi powinniśmy, ale jesteśmy tylko ludźmi, błędy są wpisane w naszą naturę, ważne, żeby się szybko pozbierać, otrzepać piasek z dupy na której wylądowaliśmy i działać dalej. A jak się komuś nie podoba, no cóż... na siłę nikt nikogo nie trzyma. Jesteś tutaj po coś. Po co? Siedzisz teraz i czytasz, wpatrujesz się w tekst, który rozumiesz mniej lub bardziej, może trafiłeś tu teraz przypadkiem, może ktoś Ci polecił. 
Ale to wszystko sprowadza się do jednego. 
Jetem bo Ty jesteś.
Dziękuję.








niedziela, 30 kwietnia 2017

Małżeństwo to nie amerykański sen.

Jestem jak bomba z tykającym zegarem. Czuje, że wystarczy jedno słowo a eksploduje niszcząc wszystko w koło siebie. Złość podnosi mi ciśnienie, krew w żyłach pulsuje tak mocno, aż czuję jej przepływ. Policzki przybierają odcień lekkiej purpury, usta sznuruję w cienką linie a oczy zaczynają się szklić. Już wiem, że długo tego nie wytrzymam. Złość jaka we mnie drzemie nie minie tak po prostu, nie skończy się w raz z kończącym się papierosem. Wybiegam z pracy potrącając przypadkowo mijanych ludzi, komuś spadła torebka, ktoś inny mnie przeklina, nie zważam na to w pośpiechu podłączając słuchawki. Muzyka to ucieczka, teleportuję się do innego świata, do mojego świata. Na nic niestety to się zdało. Ona idzie za mną. Wiem, że nie mogę wrócić do domu, to by groziło awanturą o krzywo postawione krzesło. Stoję na peronie i czekam na pierwszą kolejkę jaka podjedzie. Wsiadam do prawie pustego przedziału, za co serdecznie w duchu dziękuję losowi. Muzyka porywa mnie w rozpamiętywanie minionych dni. Nic się nie udało, żaden plan się nie powiódł i wszystko jest do dupy. Sięgam po telefon cisza. Cudownie nawet się nie martwi, że nie wróciłam po pracy. Znów łzy napływają do oczu a przed wybuchem hamuje mnie jedynie obecność matki ze śpiącym dzieckiem w wózku. Zamykam oczy a dłoń składa się sama w pięść. Zaraz coś rozpierdolę. Dotarłam do końca trasy, wysiadam więc i idę ślepo przed siebie. Szybko, biegnę niemal przez uliczki mijając bloki jeden za drugim. Gdzie jestem? nie bardzo się orientuję. Ściemnia się więc pokonuje kolejne kilometry w odnalezieniu drogi powrotnej. Wracam do mieszkania, jest ciemno i nie ma go. Chwilę zastanawiam się czy poszedł mnie szukać? może faktycznie się o mnie martwi?  mija kilkanaście sekund zanim dotarło do mnie jak jest już późno. Nie zdejmując nawet kurtki wpadam do pokoju licząc, że znajdę jakąś wiadomość, lecz jedyne co znalazłam to na stole zostawiony brudny talerz. Talerz, który stał się zapalnikiem. Nie zastanawiam się, chwytam go i ciskam o podłogę, w zwolnionym tempie obserwując jak rozpada się na milion małych kawałeczków, dosłownie w tym samym momencie co moje serce. Gardło ściśnięte boli mnie już tak bardzo, że nie mam siły już nawet krzyczeć a ręce trzęsą się jak pijakowi z rana. Padam na kolana a o podłogę uderzają łzy tak ciężkie jak powietrze, którym usiłuje oddychać. Muszę się napić. Rzucam się do barku i dziękuję na głos za butelkę wódki, która jakimś cudem ostała. Jeszcze nigdy nie smakowała tak jak teraz. Ciepło jakie rozlało się po ciele chwile później, uspokoiło moje roztrzęsione ręce, serce i nierówny, łapczywy oddech. Decyduję się na kolejny łyk, tym razem mniejszy w pośpiechu wypity pomiędzy tym, jak opętana rzucam wszystkim co wpada mi w dłoń, zła na siebie za całe niepowodzenia mojego życia. Płacz z fazy ostrego krzyku i krztuszenia się słowami, które wypowiadam na głos, przeszedł w niemy szloch. Czuję, że nie mam już siły, że moja dusza gdzieś odlatuje. Siadam na podłodze opierając się o ścianę, muzyka jak na zawołanie spowalnia, przechodząc wraz ze mną z porządnego wkurwienia do smutku, takiego że aż mdli. A może to wódka? nie wiem, jest mi wszystko jedno. Palą się już latarnie, wlewając odrobinę ciepłego światła do pokoju. Ciężkie powieki przysłaniają mi już widok na coraz to mniejsze latarnie, głowa osuwa mi się na ramię i gdzieś między jedną pijaną już  myślą a drugą, dociera do mnie, że ja po prostu za nim tęsknię. Cholernie tęsknie za tym facetem, którego poznałam kiedyś. 










piątek, 14 kwietnia 2017

Hej man! Kiepsko grasz, już nie masz szans!

Jak długo można czekać na tego "jedynego"? Kiedy jest ten właściwy czas? I jakim cudem mam wiedzieć, że jutro nie zakocham się bardziej?
I tu zaczyna się problem, dla większości facetów. Zachowując się jak szympansy, wobec partnerki i to jeszcze w rui, niczego nie ugracie. Myślisz, że jak jesteś z nią 5,7, 15 czy 30 lat, to ona nie zasługuje na królewskie traktowanie? Wytrzymuje z Tobą, już za samo to powinna dostać koronę. Kiedy kobieta pozwala Ci w spokoju obejrzeć mecz, to pamiętaj: albo masz najlepszą kobietę na świecie, albo ona modli się, żeby mieć chwilę spokoju od Ciebie. Sam zweryfikuj. Jeśli umówiła się już trzy miesiące temu z kumpelami "oh przypadkowo" na ten dzień ,patrz no i akurat na godzinę przed meczem, to na 80% nie był to przypadek. Prawda jest taka że planowała to już od dawna. To znak, że tylko szukała okazji, żeby się od Ciebie wyrwać. Więc dawaj trochę "wyjściowego"swojej kobiecie. Zaufaj jej, niech idzie z koleżanka jedną czy drugą na drinka. I błagam, nie wypytuj o każdego z kim prawdopodobnie tańczyła, bo i tak Ci nie powie, jeszcze odwróci kota ogonem i będzie to Twoja wina! zrozum, zawsze jest Twoja wina, nawet jak nie jest, to jest. Czaisz? Przyjmij to na klate, przytaknij, a późnij rób jak chcesz. Kwestia tylko, czy chcesz mieć spokój, czy chcesz mieć rację. Kwiatów nigdy za dużo, ale przyjdzie taka chwila, że pole tulipanów Cię nie uratuje. Kiedyś do niej dotrze, że nie słuchasz co mówi, nie potrafisz załatwić najprostszej rzeczy, a skarpetki rzucasz wiecznie obok kosza na brudy. To jest akurat bardzo wkurwiające. Nie robisz zakupów i ciągle siedzisz przed monitorem. Odbierze to w najprostszy sposób, że jesteś pewny, że ona Cie nie zostawi. A kiedy, Ty zaczniesz myśleć, drogi kolego, że Wy to już tak na zawsze, to wtem największe będzie Twoje zdziwienie. Usiądzie Ci ona kiedyś w fotelu przy zgaszonym świetle, odpali papierosa i mocno się zaciągnie. Później jakby ceremonialnie, wypuści z dymem wszystko co ją raniło, przez co były przepłakane noce i rozbite talerze. I odejdzie, jeśli niczego nie zrobisz.
Można tak w koło, marudzić, wybrzydzać i w rezultacie wiecznie być samotnym człowiekiem, One chcą być traktowane jak księżniczki. Oni chcą księżniczek z dodatkową opcją gospodyni domowej. Wszystkie te kwiatuszki i serduszka są urocze, ale pamiętajcie o czymś dużo ważniejszym. Miejcie świadomość przemijania chwili. Co jeśli, zdarzy się wypadek? kiedy stracisz ją? Potracił ją pijany kierowca, kiedy przechodziła na pasach. A Ty dziewczyno? Co jeśli Twój facet właśnie umiera w rozbitym aucie? Jakie były wasze ostatnie słowa? Czy potrzebna była to ostatnia jazda o to, kto wynosi wiecznie śmieci? Nie da się uniknąć kłótni, to jest oczywiste, ale warto sekundę przeanalizować, czy to jest warte tych słów, tego ciśnienia. Już śniadaniem do łóżka nie wynagrodzisz wczorajszej sprzeczki, a chyba nie takie chcesz mieć ostatnie wspomnienie. Kiedy teraz kiedy patrzysz na nią, zastanów się, kiedy byłeś ostatnio facetem z marzeń?Pewnie teraz myślisz, jak wygląda facet marzeń. Uproszczę Ci sprawę. Chociaż byś był brzydszy niż deszczowa noc listopadowa, klasykiem zdobędziesz wszystko. U odpowiedniej kobiety oczywiście. Jeśli któraś Ci mówi, że nie lubi prezentów, otwierania przed nią drzwi, odsuniętego krzesła i kultury osobistej, to kłamie jak najęta. Każda to lubi, i każda na to czeka. Spróbuj, polecam, Niech nie zgubi Cię fakt, że jest Twoją narzeczona, lub jeszcze lepiej-żoną? Żony też odchodzą.








niedziela, 2 kwietnia 2017

Uwierz w swoje sny.


GoGo - to stan umysłu.


Oficjalnie już mamy wiosnę. Temperatury przyjemnie szybują w górę, coraz częściej słońce zagląda do okien, trawka się zieleni i ludzie jakby tacy bardziej pozytywni. Kwiatuszki i słoneczka.
A jak tam Twoje postanowienia, sumiennie przysięgane pierwszego dnia nowego roku? czy przez trzy miesiące, wykonałeś już jakieś? 
Motywacja i chęci do pracy pewnie już dawno uleciały w siną dal, razem z ostatnimi mrozami. Czemu mnie to nie dziwi? bo jeśli robisz coś z założenia, że m.u.s.i.s.z, czyli jakby na to nie spojrzeć z przymusu, nigdy nie osiągniesz zakładanego celu.
 Przerodź swoje "postanowienia" w marzenia. 
Marzenia, kojarzą się nam automatycznie z przyjemności, z czymś, czego bardzo pragniemy. Spełnianie marzeń w 100% zależy od stanu Twojego umysłu, od podejścia do sytuacji, nie ważne czy to małe wariacje, czy wielkie pragnienia. Najważniejsze to przestać się bać przyznać przed samym sobą, że tego właśnie chcesz. Najgorsze co możesz zrobić, to kolejny raz odłożyć to na później. Gwarantuję Ci, że w taki sposób nigdy nie będziesz szczęśliwy. Radość daje działanie a nie rozmyślanie i przekładanie tego wiecznie na inny dzień. Czas ucieka jak woda przez palce, więc powiedz sobie: zrobię to teraz! 
Każde działanie da Ci motywację do robienia kolejnych rzeczy, i kolejnych. Nie bój się ryzykować, bo nic nie masz do stracenia, możesz jedynie wygrać. Szala waha się między: Tobą wiecznie błądzącym w swojej głowie, a Tobą szczęśliwym i spełnionym. 
Pewnego styczniowego ranka, popijając herbatę stwierdziłam, że mam dość życia jedynie marzeniami, że czas sen zamienić na jawę. W 100% mogę Ci powiedzieć, że do dnia dzisiejszego nie żałuję żadnej decyzji, żadnego działania jakie podjęłam. Ten rok jest dla mnie przełomowy, zmieniło się moje zapatrzenie na to, czego od życia chce, na to, co mogę sobie od życia wziąć. Nie zakładam sobie celów, bo nienawidzę działać pod przymusem, a to było moim błędem przez tyyllleee lat, teraz postanowiłam po prostu spełniać siebie. Zmiana myślenia, uczyniła mnie jednocześnie pewniejszą, odważniejszą do sięgania po więcej. Cudownie jest zbierać korzyści, niż kolejny raz żałować, że czegoś bałeś się spróbować. Jesteśmy młodzi, nie chcemy dopuszczać do siebie szarości życia, więc nie bójmy się sięgnąć do gwiazd. 
  

Kiedy wreszcie uda ci się coś, to za ciosem wyprowadź cios
Dobrej passy nie można marnować, los może drugiej szansy 
Ci nie podarować, masz głos - możesz zawetować, możesz
Poprzeć, zawsze i tylko tak, żeby było dobrze, ale jak bo
Łatwiej jest nawijać mądrze, trudniej w życie to wprowadzić
Czasami nie masz czasu, żeby na spokój sobie rozważyć
Za ciosem, a ten cios może zaważyć

Przeważyć szalę na twoją stronę, w finale produkcje
Zostaną ukończone, z pewnością, jeżeli coś zacząłeś
Skończ to, bądź konsekwentny, poczynasz postępy
Albo stoisz w miejscu, to zacięty pojedynek z samym
Sobą, a czy wyjdziesz z niego zwycięską ręką
To się okaże, idź za ciosem omijając zbędne komentarze
I pomówienia, człowieku, nie masz już chwili do stracenia

























sobota, 11 marca 2017

Gdzieś w hotelowym korytarzu, krótka chwila...

Nie oszukujmy się, jeszcze nie urodził się taki, co to nad sercem zapanował.
Z czasem można nauczyć się nic nie czuć, dosłownie, uwierzcie mi, można nie kochać i można też nie nienawidzić, można być tak cholernie obojętnym. Kiedy ostatni raz, dawno temu się zakochałam, nie przyniosło to nic dobrego w moim życiu, prócz tego, że teraz wiem o czym poeci pisali wiersze i książki. Zrozumiałam, o co chodzi z tymi nieprzespanymi nocami i dniami jak w innym świecie. Jak grom z jasnego nieba tak to dosłownie było. Obraz wypełnił się kolorami, a ręce zaczęły mi się trząść tak jak i kolana.  Piosenki, których słuchałam do tej pory, nabrały innego wymiaru, a ja fruwałam metr nad ziemią. Nie istniały problemy, ryzykowałam wszystko i czułam, że to ta jedyna właśnie miłość. Uczucie to, stało się moim powietrzem. To coś, co zdarza się tylko raz jedyny w życiu, miłość, której za cholerę nie można pozwolić odejść! Cóż..moja odeszła. Ten mój metr nad ziemią,okazał się bardzo, bardzo wysoko, bo jak spadłam to kurewsko bolało, połamało nogi, ręce, umysł i serce, serce które zamroziłam wtedy w moich wspomnieniach. I było mi tak dobrze, kiedy wszystko odbijało się od otaczającej mnie szyby, wydawało mi się pancernej. Obojętność była dla mnie jedynym lekarstwem, żeby żyć. Mijał jeden rok za drugim, o moje skołatane serce spało sobie grzecznie i cichutko. Odpoczywało, jak dziecko zmęczone po całym dniu, bieganiem i głośnym śmiechem przeplatanym z przeraźliwym płaczem, bo ktoś zabrał mu lizaka. Gdyby nie znajomość anatomii byłam gotowa pomyśleć, że gdzieś sobie poszło.
Ale serca nikt nie przechytrzy!!!
Ono tylko czyhało na okazję, czekało tak cholernie długo, aż obudziło się w najmniej odpowiednim momencie (czemu mnie to nie dziwi?). Wyskoczyło spod kołdry jak spłoszony zając, uciekając przed tym co już zna, czymś co kończy się ostrym pierdol***ciem z wysokiego klifu. Moja pancerna szyba roztrzaskała się pod spojrzeniem jego brązowych oczu, których szukałam na każdym kroku. Lód na mojej duszy stopniał, pod jego szybkim dotykiem, uśmiechem, słowem. Usiadłam po przelotnym pocałunku na zatłoczonym korytarzu. I nie wytłumaczysz, głupiemu sercu, że to nic nie znaczy, tych kilka chwil. I miota się serce między prawdą a marzeniami, które nigdy się nie spełnia. Zaczyna się gubić między "muszę" a "chce", więc wyciąga rękę po "chcę" i jest mu dobrze, lecz zaraz wewnętrzne "muszę" gromi go piorunującym wzrokiem, więc cofa serce swą dłoń, bo sparzyło się już tym ogniem. Lecz ciepło ma to do siebie, że przyciąga zmarzniętych. Więc i ja taka zziębnięta pobiegłam na oślep za sercem, które się tak gwałtownie obudziło. Poczuło szansę, nadzieję na lepszy czas, by znów uniósł mnie latający dywan.
 Lecz nie zaskoczyło mnie niczym nowym. Nawet nie było gromu z jasnego nieba, nie potrafiłam się tym cieszyć, bo jak cieszyć się czymś co zaraz da mi sporego kopa? I tak też było i tym razem. I znów została tylko tęsknota.
Smutek, żal i tęsknota... to moja definicja miłości.
I wróciło spłakane serce pod swoją kołdrę.
Jeszcze nie potrafi zasnąć, jeszcze oczy ma szeroko otwarte, jeszcze czeka...


                                                             podobno każda miłość jest pierwsza








wtorek, 7 lutego 2017

To poczekalnia, którą odwiedził każdy z nas. / Waiting room which everyone visited.

Budzę się w niedzielny poranek bez kaca, bez bólu głowy i bez wspomnień... sobotni wieczór spędziłam na oglądaniu filmów i jedzeniu stanowczo za dużej ilości lodów i ciastek. Niby nic w tym takiego, gdyby nie fakt że od ponad roku, każda sobota wygląda identycznie. Po całych tygodniach spędzanych w pracy nie dziwi mnie, że nie mam nawet jednej osoby do towarzystwa. Kiedy wszyscy się bawią i szaleją ja pracuje, a kiedy przychodzi moment, kiedy moje drugie oblicze ma ochotę zalać się i zrobić milion głupich rzeczy, no cóż, nie ma z kim. Trzy, tyle osób utrzymuje ze mną kontakt, tyle osób jeszcze chce ze mną rozmawiać. Więc leże w niedzielny ranek w łóżku i nie wiem co mam ze sobą zrobić. Samotne spacery z czasem się nudzą, czasem dobrze jest mieć kogoś do kogo można powiedzieć chociaż słowo, jedno małe słówko. Kawa popijana do laptopa i książka, którą poczytuje na raty, to istne szaleństwo, jak się okazuje, jedyne na jakie mogę sobie pozwolić. Ciągle żyję nadzieją, że jeszcze wszystko się zmieni. Czekam, kiedy będę miała swój własny dom i kiedy wrócę z miasta. Może wtedy wrócą lepsze czasy, spotkania i ludzie, przede wszystkim, kiedy wrócą ludzie. Kiedy usiądziemy wszyscy i powiemy, jak dobrze, że znów jesteśmy razem. Kiedy latem w moim pięknym ogrodzie będziemy robić w każdą sobotę grille, a niedzielami jeść śniadania na werandzie. Czekam gdy zimą będziemy popijać grzane piwo przy kominku i wspominać przeróżne historię. Tylko ta myśl pozwala mi w jakimś stopniu nie rozpaczać z samotności, bo wiem, że jeszcze przyjdą piękne czas.
Może nawet lepsze, niż te stare.



I'm waking up on Sunday morning, without hangover and headache and without memories. Saturday night I was watching films and eating too large amounts of ice cream and cookies. It'll be fine if not for that fact it looks like every Saturday for more than year. I'm not surprise that I have no one to companionship after a weeks spent at work. When everybody are having fun, I'm working. Eventually comes a moment, when my second face wants get drunk and make a million stupid things, well, there is nobody to company. Three. This is a number of people who stay in contact with me and who want talk to me. So I lie in bed on Sunday morning and I don't know what to do. Lonely walks are boring. Sometimes it's good to have someone who can tell you some words. Although one little word. The coffee, which I drink in front of a laptop and book, which I read in parts – these are my madness. As it turn out it's only thing that I can do. I live with hope that it'll be different. I'm waiting for my own house and returning from the city. Maybe then better times, meetings and my people will return. First off all my people. Then we'll sit together and say how good it's that we're together again. I'm waiting for summer in my beautiful garden, when we do barbecues every Saturday and eat breakfast on the veranda on Sundays. I'm looking forward to drinking mulled beer by the fireplace in winter with the remembrance of many our stories. Just the thought doesn't allow me despire of loneliness, because I know that better days are on the way. Maybe even better than the old ones.







Translate